Raport z mojego wyciszania #3 i podsumowanie

Nadszedł czas, aby podsumować ostatnie 3 miesiące mojego wyciszania, a raczej pewnych usiłowań w tym kierunku 😉 Myślę, że słowo „usiłowania” jest tutaj kluczowe, bo niestety, z ręką na sercu muszę się przyznać, że misja nie zakończyła się niestety (pełnym) powodzeniem. Nie twierdzę, że nie odnotowałam żadnych postępów. Niemniej jednak miałam nadzieję, że efekt końcowy będzie bardziej odczuwalny.

transformacja

Realia

Niestety, plany planami, a realia życiowe są jakie są. Przechodzę obecnie dość ciężki okres w życiu, stąd też ten cały pomysł z wyciszaniem, aby sobie trochę dopomóc, zmniejszyć napięcie itd. Generalnie jestem przekonana, że efekty wyciszania byłby bardziej widoczne, gdybym każdego kolejnego dnia nie sabotowała samej siebie bardzo silnymi, destruktywnymi emocjami.Sęk w tym, że wszystkie poczynione zabiegi oczywiście zmniejszają poziom odczuwanego niepokoju, czy poirytowania, niemniej jednak kiedy stres jest bardzo silny (tak jak w moim przypadku), podejrzewam, że nawet godziny medytacji by nie pomogły, gdyż uważam, że dopóki nie poradzę sobie z (głębokimi) przyczynami tego stresu, codzienna relaksacja może jedynie w umiarkowanym stopniu łagodzić jego skutki.

Check-lista

Przypominam wszystkie założenia eksperymentu:

  1. Gdy idę do pracy, to idę. Gdy wracam – to samo. Bez słuchawek na uszach. Koniec. Kropka.[praktyka mindfullness]
  2. Podczas codziennych zajęć nie słucham niczego (niczego tzn. audiobooków, podcastów, rozpraszającej muzyki), kiedy moja praca wymaga choć minimalnego skupienia. [zmniejszenie przebodźcowania]
  3. Ograniczam sprawdzanie wiadomości. Nie muszę być ciągle on line[zmniejszenie przebodźcowania]
  4. Codziennie praktykuję medytację. Ponieważ to dla mnie ogromne wyzwanie, ustalam czas w pierwszym miesiącu na 6 min, w drugim na 8 min, a w trzecim na 10 min😛 [medytacja]
  5. Co za dużo, to nie zdrowo. Mam tu na myśli moje skłonności do nadmiernej ekscytacji, które w efekcie mogą prowadzić do totalnego rozedrgania, bezsenności i ogólnie dennego samopoczucia. Ekscytacja będzie na czas trwania eksperymentu limitowana, tzn. jak zobaczę, że się za bardzo nakręcam, to ustalę sobie limit czasowy albo jakiś inny w zależności od okoliczności😉 [dbanie o balans]  [zmniejszenie przebodźcowania]
  6. Wyciszenie przed snem. W zależności od dnia albo totalne wyciszenie (relaksacja, ćwiczenia qigong itp.) albo spokojny relaks z książką albo nawet film, czy serial, o ile dzień był w miarę spokojny.  [dbanie o balans]  [zmniejszenie przebodźcowania]
  7. Spożywanie posiłków w stanie skupienia na tejże czynności – w ciszy i w spokoju. Do tej pory zwykle jadłam w pośpiechu, przeglądając przy okazji internet (ehhh – i znowu ten internet…), pracując albo wykonując inne rozpraszające i potencjalnie pobudzające czynności. Nie pomaga mi to zdecydowanie w trawieniu, dlatego od dzisiaj zamierzam jadać z większą celebrą😛.

Udało mi się z powodzeniem zaadaptować nawyk nr 1, czyli świadome spacerowanie. Generalnie zrezygnowałam z medytacji na rzecz mindfulness, ponieważ lepiej się w tym odnajduję. Wynika to w dużej mierze z osobistych uwarunkowań i temperamentu, o czym wspominałam w dwóch poprzednich raportach (raport 1 , raport 2). W związku z powyższym staram się nie ograniczać jedynie do świadomych spacerów, ale rozszerzyć praktykę uważności na inne momenty dnia, np. relaks z kubkiem herbaty, czekanie w kolejce, mycie naczyń itp. Zauważyłam, że z biegiem czasu przychodzi mi to coraz bardziej naturalnie, wręcz automatycznie.

Przez minione trzy miesiące bardzo starałam się ograniczyć przebodźcowanie, poprzez realizację punktów 1-3, 5-7. Nie zawsze wychodziło, ale poczyniłam w tym zakresie spore postępy i jestem z tego zadowolona, ponieważ wierzę, że w dalszej perspektywie (np. półrocza, czy roku) przyniesie mi to całkiem wyraźne efekty (zwłaszcza, że mam nadzieję uporać się wreszcie z moimi cieniami, a przynajmniej popchać to mocno do przodu).

raport #3

Przez ostatni miesiąc dużo czasu przeznaczyłam na odpoczynek na łonie natury (w końcu maj bardzo temu sprzyjał ;)), a także na czytanie (często łącząc jedno z drugim). Przyroda działa na mnie niesamowicie odprężająco – chyba nawet najbardziej ze wszystkich wymienionych w check-liście punktów, dlatego też korzystam ile wlezie 😉

Podsumowanie

Choć efekty eksperymentu, w moim przypadku, są raczej mało widoczne, jestem z niego bardzo zadowolona, ponieważ w czasie jego trwania wiele sobie uświadomiłam, lepiej poznałam siebie, mimo wszystko zwolniłam nieco tępo życia i wprowadziłam (przynajmniej w pewnym stopniu) nowe, zdrowe nawyki, które – mam nadzieję! – obficie zaowocują w przyszłości. Ponieważ jestem mimo wszystko usatysfakcjonowana zaobserwowanymi zmianami, zamierzam kontynuować dotychczasowe działania 🙂 Wam również serdecznie polecam własne eksperymentowanie z wyciszaniem. Jeśli jesteście bardzo przeciążeni i zestresowani być może na efekty przyjdzie Wam poczekać dłużej i nie będą one tak spektakularne, jak byście sobie zamarzyli (czyt. spokój mistrza zen :P), ale mogę Was zapewnić, że jest to inwestycja w życie znacznie lepszej jakości.

Reklamy

2 thoughts on “Raport z mojego wyciszania #3 i podsumowanie

  1. Kurcze, nawet nie wiem ile to czasu już u mnie minęło. Moje wyciszanie trwa już chyba kilka… lat. W sumie to nigdy tego nie liczyłam. Nie miałam również żadnych oczekiwań w tym kierunku. Efekty? Nad nimi też się nie zastanawiałam, szczerze mówiąc. W pierwszym momencie była dezorientacja. Czemu się nad tym nie zastanawiałam nigdy? Musiałam nad tym pomyśleć chwilę. Nie dawałam też sobie żadnych terminów. Po prostu zaczęłam żyć inaczej. I odnalazłam się w tym całkowicie. To zależy czy się ma oczekiwania czy nie.

    Też miewam gorsze dni, ale nie traktuje tego jako krok wstecz. Nie stawianie oporu jest najlepszym rozwiązaniem w takiej chwili, pamiętając o tym, każda emocja nie jest zła. Każda mówi nam przecież o nas samych. Wtedy te ciężkie chwile nie są w stanie wyrwać nas z obranej drogi. Jeśli pamiętamy o nie stawianiu oporu, to już ogromny krok do przodu. Jeśli jesteśmy świadomi swoich emocji i tego, co się dzieje, to jest najważniejsze. Nie chodzi o to, by się kontrolować, by uciszać silne emocje. Medytacja jest po to, by je zrozumieć, by zrozumieć siebie, nie po to, by się uspokoić. Na tym w ogóle się nie skupiaj. Można płakać, wkurzać się i mieć w sobie całą paletę emocji i ani na krok nie zejść z obranej drogi. Nawet wtedy można być w pełni świadomym. Nawet w targającej nami rozpaczy… Wystarczy akceptacja i nie stawianie oporu. Może to nie efekty były „mało widoczne”…

    Napiszę jeszcze bardziej ogólnie, bo nie sposób skomentować wszystkich postów oddzielnie. Rozejrzałam się tu troszkę. Twoja droga jest mi bardzo bliska. Twoje myślenie i sposób patrzenia na świat. W wielu postach odnalazłam siebie. Będę tu zaglądać. 🙂

    1. Cieszę się, że Ci się u mnie spodobało 🙂 Ja też zaglądam do Ciebie – to prawda, że mamy ze sobą wiele wspólnego 🙂 Dziękuję za tak wyczerpującą refleksję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s