Raport z mojego wyciszania#2

photo-1462833867037-0f06eab31cc4

Witajcie 🙂

Tym razem mam lekki poślizg, jeśli chodzi o drugi raport, a to dlatego, że wzięłam sobie swoje postanowienia wyciszenia i zwolnienia bardzo na serio i postanowiłam dać sobie maksimum przestrzeni, a co za tym idzie napisać w momencie, w którym po prostu przyjdzie mi na to ochota 😉

Nie ukrywam, że do totalnego wrzucenia na luz częściowo zmusiły mnie „okoliczności” życiowe. Celowo piszę „okoliczności” w cudzysłowie, ponieważ nie wierzę, aby były to jedynie kwestie ślepego przypadku, lecz raczej efekty pewnych trendów, utrzymujących się we mnie i w moim życiu przez dłuższy czas… Zostałam dosłownie zmuszona do zwolnienia tempa. Dopiero to uświadomiło mi, że to tempo nadal jest za szybkie. Tak, tak – nawet pomimo tego wszystkiego, co robiłam przez ostatnie tygodnie!

Częściowo być może nie wynika to nawet z prędkości życia, ale raczej z chaosu i bałaganu, jaki mam w głowie. W każdym razie porządki trwają, małymi kroczkami do przodu…

Co się konkretnego podziało przez ostatni miesiąc?

Jedną z ważnych zmian jakie wprowadziłam poza konkursem było prawie całkowite odstawienie kawy. Przez ostatni miesiąc kawę zdarzyło mi się wypić może trzy razy… Nie zakładam, że ten zwyczaj nie-picia zostanie ze mną na zawsze. Nie uważam, aby w kawie było coś złego. Lubię kawę 🙂 Chodzi raczej o to, żeby w tym momencie nie przeciążać nadwyrężonego układu pokarmowego i nadnerczy.

Jeśli chodzi stricte o realizację założeń eksperymentu, po raz kolejny musiałam je zweryfikować i dostosować do realiów życiowych oraz moich osobistych preferencji.

Generalnie postawiłam na mindfulness (praktykę uważności – świadome chodzenie, świadome jedzenie – po prostu bycie obecną), a z drugiej strony na zmniejszenie przebodźcowania i danie szansy (przewagi) układowi parasympatycznemu, poprzez rezygnację z komputera wieczorami i postawienie na czytanie. Kiedyś bardzo lubiłam czytać i dosłownie pochłaniałam książki, a od kilku lat bardzo to zaniedbałam, podobnie jak inne rzeczy, które dawały mi wiele przyjemności. Co się do tego przyczyniło, to już inna bajka…

Niemniej jednak postanowiłam po prostu wrócić do źródeł, do korzeni – postawić na to, co nie tylko odpręża, relaksuje, ale też daje radość. Po co mam się katować klasyczną medytacją, czy jakimiś odjechanymi w kosmos alfa-theta-relaksacjami, skoro na dzień dzisiejszy muszę się do tego zmuszać i w związku z tym nie czerpię z tego satysfakcji? To bez sensu! Mówię Wam, jestem tak zmęczona życiem na siłę, że dosłownie (tak!) jest mi niemal cały czas niedobrze. Dość już tego!

czytanie

Czytanie

Już 6 minut czytania może wystarczyć, aby obniżyć poziom stresu o dwie trzecie! – dowodzą badania neuropsychologa doktora Davida Lewisa. Według niego czytanie koi nerwy skuteczniej i szybciej niż słuchanie muzyki, wypicie filiżanki herbaty czy nawet spacer. Jak to sprawdził? Badanych poddawano „stresującym” testom oraz aktywnościom, cały czas mierząc napięcie mięśni i pracę serca. Później stosowano różne techniki relaksacji i sprawdzano podstawowe parametry. Czytanie dało najlepszy rezultat, bo wykonując tę czynność, odrywamy się od codziennych problemów i zmartwień, a uwagę skupiamy na tekście, fabule książki, ilustracjach. To relaks dla ciała i umysłu.

źródło: Hello zdrowie

czytanie II

Powiem Wam, że to jest totalnie prawda! Jestem świetnym testerem, bo moje ciało jest tak spięte, że dosłownie czuję skurcze, drętwienie itp.! A czytanie naprawdę rozluźnia. Oczywiście bardzo ważne jest także to, co się czyta i czy się to lubi, niemniej jednak serdecznie polecam! Działa niezawodnie – szybko i efektywnie 🙂

Mindfulness

Wracając do tematu medytacji i osobistych uwarunkowań, o czym wspominałam także ostatnio, przy okazji omawiania ajuwerdyjskich dosz, pragnę jeszcze raz podkreślić to, co wyłania się z komentarza Eve do mojego ostatniego raportu:

Mayu przecież Twoje spacery z uważnością i wsłuchiwaniem się w odgłosy natury są rodzajem medytacji, więc okazuje się, że potrafisz!:) nie każdy jest stworzony to siedzenia w bezruchu i wcale też nie jest to sednem medytacji, a właśnie uważność i pozwolenie by myśli płynęły, więc jeśli podczas spacerów to osiągasz to punkt czwarty zaliczony:)

I tego zamierzam się trzymać 🙂

mindfulness

W miarę praktykowania uważności zaczęłam dostrzegać coraz większe efekty tego ćwiczenia. W połowie kwietnia podczas porannego, świadomego spaceru, po raz pierwszy doznałam przedziwnego odczucia zespolenia ze światem 😀 Było to na swój sposób bardzo przyjemne, a zarazem wzruszające. Po części stan ten oddaje cytat z filmu Amelia (który niezmiennie przytaczam ;)):

„Amelia odniosła nagle wrażenie idealnej harmonii. Wszystko stało się doskonałe. Łagodne światło, aromat w powietrzu i spokojne odgłosy miasta…”

Prosto, pięknie, prawdziwie 🙂

Nie wiem jak kiedyś mogłam uważać takie świadome spacerowanie za nudne!

Na zakończenie

Zdaję sobie sprawę z tego, że wyciszanie idzie mi dość opornie i efekty nie są tak spektakularne, jak bym sobie tego życzyła. Nie chcę nikogo w ten sposób zniechęcać – wręcz przeciwnie! To jest niesamowicie ważna inwestycja w życie, która prędzej czy później zaowocuje poprawą jego jakości. Ja jestem niestety trudnym przypadkiem, dlatego też idzie mi to wszystko dość mozolnie. Niemniej jednak najważniejsza jest wytrwałość i determinacja, a tego mi nie brakuje! 😉

Reklamy

One thought on “Raport z mojego wyciszania#2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s