Jak wyciszyć umysł? Daj sobie na wstrzymanie ;)

medytacja

Dlaczego nie potrafię medytować?

Przecież medytacja jest prosta. Naprawdę.

Przykładowo: wdech… wydech…

A kiedy coś się pojawia (np. myśl, dźwięk) – złap to i wypuść.

Obserwuj. Nie oceniaj. Trwaj w tu i teraz.

Ot, cała filozofia.

Głęboki sens i piękno medytacji leży właśnie w tej prostocie. Mniej znaczy więcej.

Ok, a teraz pytanie – dlaczego przychodzi mi to z takim trudem? Dlaczego znajduję codziennie tysiące wymówek, aby tego jednak nie robić albo przekładam to na późny wieczór, kiedy to padam na twarz i w efekcie zasypiam po minucie ćwiczeń? Dlaczego, siedząc nieruchomo i po prostu będąc, czuję, że w gdzieś głęboko w środku okrutnie mnie nosi, że nie mogę się skoncentrować, że mam wrażenie, iż zaraz chyba oszaleję? Ano właśnie. To są bardzo ważne pytania.

Jeśli to dotyczy także Ciebie, proszę za mną 😉

Era Google’a i smartfonów – fast życie

Oto jestem – dziecko XXI wieku (no, plus minus ;)), 1/3 bieżącego życia w sieci (on line). Pierwsza osoba, do której zwykle wystosowuję przeciętne pytanie to Wujek Google. A teraz jest i blog, bo jakżeby inaczej 😉

No i fajnie. I dobrze. Takie są realia i będzie jeszcze gorzej/”gorzej”. Dlatego też zgłaszam się na ochotnika, jako idealny królik doświadczalny, który posłuży przykładem dla dobra zgooglowanej ludzkości 😛

hurry

Zbyt wysoki próg pobudzenia

Ostatnio przeczytałam na Wonder And Ponder świetny artykuł, który dał mi do myślenia i niejako poukładał w mojej głowie kilka rzeczy. Autorka wspomina w nim o autonomicznym układzie nerwowym człowieka, który składa się z części parasympatycznej i sympatycznej i porównuje go do dwóch wilków. 

  • Wilk spokoju – układ parasympatyczny i wilk aktywności – układ sympatyczny.
  • Ten, co się relaksuje i ten, co napina.
  • Ten, co skupia się do wewnątrz, i ten, co na zewnątrz.
  • Ten, co wycisza i ten, co pobudza.
  • Ten, co rozluźnia mięśnie, i ten, co je zaciska.
  • Ten, co robi wydech i ten, co robi wdech.
  • Ten, co naciska hamulec i ten, co wciska pedał gazu.
  • I najważniejsze: ten, co regeneruje i odpoczywa, oraz ten, co ucieka i walczy.

Oba są tak samo potrzebne i konieczne do życia. I oba, jeśli stracisz nad nimi kontrolę, pozostawione same sobie, zjedzą Ci kapcie, kanapę i nogę od stołu.

Sęk w tym, że w naszym życiu zbyt często dajemy przewagę układowi sympatycznemu (wilkowi aktywności). To sprawia, że żyjemy trochę jak na karuzeli, w ciągłym pędzie, w permanentnym pobudzeniu. To niesamowicie rozregulowuje układ nerwowy, a co za tym idzie układ odpornościowy, hormonalny itd. itd – powstaje efekt domina.

W tym miejscu przypomniała mi się scena z książki „Omijajcie Wyspę Hula” Marty Tomaszewskiej (swoją drogą świetna historia dla młodszych czytelników – absolutnie oryginalna, oniryczna, momentami niepokojąca; polecam!).

Na tytułowej Wyspie Hula mieszkała sobie królewna Hula, którą kręciło zamienianie ludzi w niebieskie ptaki (bo czemu by nie :P). Aby pofolgować swoim niecnym zachciankom zwabiała delikwentów na wystawny bal do swojego pałacu, po czym w pewnym momencie zapraszała ich do kręcenia hula hopem. Zauroczeni królewną goście ochoczo przystępowali do zabawy, jednak wkrótce okazywało się, że – dosłownie i w przenośni – wkręcili się w coś, z czego nie bardzo mogą się wykręcić.

– A teraz, mili goście – zabrała znowu głos królewna Hula – proponuję, abyśmy rozpoczęli bal narodową zabawą mojej wyspy. Zgoda?
– Zgoda! – zakrzyknęli wszyscy chórem.

Królewna Hula klasnęła w ręce. Na ten znak znikły wirujące dotąd pod sufitem niebieskie ptaki, a do sali napłynęło mnóstwo wirujących złocistych obręczy.
– Uwaga, zaczynamy! – zawołała królewna Hula podnosząc się z fotela. – Każdy łapie jedną obręcz i zakłada ją na siebie.

Mężczyźni i Agnieszka wyciągnęli ręce ku wirującym obręczom. Każdy schwytał jedną i natychmiast zakładał na siebie.

– Świetnie! – zawołała królewna Hula stając się coraz bardziej złocista.
– A teraz, uwaga! Na mój znak wszyscy zaczynamy obracać obręcze!
Podniosła w gorę rękę.
– Gotowe? – zawołała.
– Gotowe! – odkrzyknęli wszyscy.
– HULA-HOP! – zawołała królewna.

Jeszcze nie przebrzmiał ten okrzyk, kiedy wszyscy jak za naciśnięciem sprężyny zaczęli się poruszać wprawiając w ruch złote obręcze.
„To nic trudnego – myślała Agnieszka rozkręcając swoje koło. – U nas też wszyscy kiedyś bawili się w hula-hop, ale teraz niektórzy wolą skakanki”.

Bardzo jej się podobał taki początek wielkiego balu. Po pewnym jednak czasie poczuła się zmęczona.
„Nie jestem taka silna jak mężczyźni – pomyślała. – Chyba królewna Hula się nie obrazi, jeżeli już się zatrzymam”.

Ale co to? Ku swemu przerażeniu Agnieszka zobaczyła, że nie może się zatrzymać. W żaden sposób!
„Co się dzieje?” – pomyślała zatrwożona i rozejrzała się wokół.

 

Hula
Ilustracja autorstwa Gabriela Rechowicza.

To, co zobaczyła, napełniło ją jeszcze większym przerażeniem. Mężczyźni stracili już swoje butne miny. Krople potu perliły się na ich czołach. Z trudem chwytali powietrze.
„Oni też nie mogą się zatrzymać” – zrozumiała Agnieszka.

– Królewno, zatrzymaj te koła! – zawołał wreszcie któryś z nich.

Królewna Hula roześmiała się i nagle wszyscy zobaczyli, że wcale nie jest cała ze złota, że ma białe szaty, białe włosy i niebieskie oczy, a fotel, na którym siedzi, zrobiony jest ze zwykłej trzciny.

Jęk wielki wstrząsnął całą salą.
– Ratuj się, to może! Pułapka! – zakrzyknął ktoś rozpaczliwie.

– Obracać, obracać! – śmiała się królewna Hula. – HULA-HOP!

Agnieszka czuła, że omdlewa. Przed jej oczami wirowało wszystko, najpierw złociście, a potem coraz bardziej niebiesko.
Z rosnącym przerażeniem spostrzegła, że niektórzy z obracających złote koła mężczyzn zamieniają się stopniowo w niebiesko upierzone ptaki i wirując obłędnie wznoszą się pod złoty sufit.

„A więc tamte ptaki też były kiedyś ludźmi! – myślała gorączkowo dziewczynka. – Więc ja też się zamienię w niebieskiego ptaka i będę musiała wirować pod złotym sufitem aż do śmierci?” – Nie! – zakrzyknęła słabym głosem. – Nie! Gdzie jest Pan ze Spiczastą Głową?

„Omijajcie Wyspę Hula” M. Tomaszewska

Podobnie rzecz się ma w życiu. Jeśli zanadto wkręcimy się w spiralę pobudzenia, wręcz uzależnimy się od przeróżnych bodźców, w pewnym momencie okaże się, że tracimy w tym wszystkim Siebie, zdrowie, radość życia…

Jak to się objawia w praktyce – szczegółowa obserwacja na moim własnym przykładzie (zawsze do usług :P)

Sytuacja 1

Mam dużo pracy i powinnam się na niej skupić, a tymczasem kompletnie nie mogę się skoncentrować. Jestem okropnie rozkojarzona. Co chwila odrywam się od swoich obowiązków i przeglądam facebooka. Czuję wręcz przymus robienia ciągłych przerw, ale nie po to, aby rzeczywiście odpocząć, a raczej po to, aby się rozerwać.

Sytuacja 2

Nawet kiedy już coś robię często zdarza mi się odczuwać przy tym olbrzymią nudę i znużenie, szczególnie jeśli są to czynności rutynowe. W takich chwilach często puszczam sobie jakieś audiobooki lub podcasty do słuchania, żeby uprzyjemnić sobie ten czas.

Sytuacja 3

Siadam, zamykam oczy i próbuję medytować (to już i tak sukces, że się do tego zmobilizowałam!). Znam zasady. Przeczytałam na ten temat książkę i kilkanaście artykułów. Zresztą robiłam to już wcześniej.

Tymczasem zalewa mnie istny potok – gonitwa myśli, których absolutnie nie potrafię opanować. Czuję olbrzymi dyskomfort. Chcę przestać. Zająć się czymś. W końcu jakoś wytrzymuję – udaje mi się odsiedzieć (niczym karę) te 6,8/10 minut (zaledwie!!!!). Ale nie jest lekko – co chwilę otwieram oczy, wciągam się w potok myśli..

dlaczego nie potrafię medytować

Analiza – i co dalej?

Ufff, kiedy to napisałam uświadomiłam sobie, że sytuacja jest o wiele poważniejsza niż mi się wydawało. Zdecydowanie jestem zbyt pobudzona, zbyt oszołomiona, przeładowana ilością bodźców i wrażeń. Pora się wyciszyć, pora wreszcie zwolnić obroty, żeby tak naprawdę odpocząć, dać sobie więcej przestrzeni.

Z początku to może być traumatyczne, bogate w odczucia takie jak dyskomfort, zmęczenie, wrażenie spadku energii, znudzenie, znużenie, opór, irytacja, może niepokój lub wręcz strach przed… byciem „w ogóle niczym”? Sądzę jednak, że z czasem uczucia te powinny zostać zastąpione przez spokój, uczucie odprężenia/relaksu i ulgę. Powinnam żyć bardziej prawdziwie, bardziej autentycznie. Zakładam też, że problemy, które udaje mi się zatuszować tym nienaturalnym pędem, wreszcie wyłonią się na światło dzienne i w ten sposób zostaną wreszcie zauważone i chcąc nie chcąc wreszcie się nimi zajmę. Powinnam również odkryć, że „to, od czego uciekasz i to, czego szukasz są tym samym!”

Na dalszą metę spodziewam się natomiast tego, o czym pisze Emilka z Wonder And Ponder we wspomnianym powyżej artykule, tj.

  • fontanna hormonów redukujących stres i napięcie;

  • poprawa jakości snu;

  • lepsza odporność organizmu;

  • regulacja ciśnienia krwi;

  • łagodzenie reakcji alergicznych, stanów zapalnych, migrenowych bólów głowy;

  • przyspieszona regeneracja na poziomie komórkowym;

  • poprawa nastroju;

  • poczucie, że jesteś w stanie kontrolować swój poziom stresu i masz na niego wpływ.

Eksperyment

Tymczasem nie wystarczy jedynie uświadomić sobie, że coś jest nie tak (choć to już coś!). Sprawę to ja sobie z tego zdaję już od jakiegoś czasu – no i co z tego? Z pracą nad sobą jest jak ze skopaniem ogródka, jak mawia Wanda Wegener. Ogródek nie skopie się sam z siebie, z samej świadomości konieczności. Sorry Winnetou, ale musisz niestety złapać za łopatę i się namachać. Dlatego, jeśli rzeczywiście chcesz coś zmienić w swoim życiu, to po prostu to zmień. Podejmij decyzję i podejmij działanie.

(…) świadome skupianie się na stymulacji układu parasympatycznego, wprowadzi utraconą równowagę, ukoi i wyciszy. W ten sposób dokarmisz swojego spokojnego wilka.

Wonder And Ponder

Zgłaszam się niniejszym na ochotnika, aby przeprowadzić eksperyment, mający na celu stymulację układu parasympatycznego i poinformować Was jak to na mnie zadziała 🙂

mindfulness

Założenia eksperymentu

Czas trwania eksperymentu: 3 miesiące (tj. od dzisiaj do 04.06.2016 roku).

Emilka poleca w swoim artykule skupienie na oddechu, mięśniach i sercu. Całkowicie się z nią zgadzam, natomiast muszę to sobie jakoś spersonalizować. W związku z tym skoncentruję się na tym, z czym obecnie mam największy problem – na obszarach, w których panuje u mnie największy bałagan, a o których wspomniałam powyżej i od których siłą rzeczy muszę zacząć.

Moje postanowienia:

Ogólnie dobrze by było zadbać o więcej relaksu, a także o częstsze przebywanie w tu i teraz oraz na łonie natury, ale to zbyt ogólne plany, aby można je było w należyty sposób zrealizować. Przedstawiam wobec tego konkrety:

  1. Gdy idę do pracy, to idę. Gdy wracam – to samo. Bez słuchawek na uszach. Koniec. Kropka. [praktyka mindfullness]
  2. Podczas codziennych zajęć nie słucham niczego (niczego tzn. audiobooków, podcastów, rozpraszającej muzyki), kiedy moja praca wymaga choć minimalnego skupienia. [zmniejszenie przebodźcowania]
  3. Ograniczam sprawdzanie wiadomości. Nie muszę być ciągle on line[zmniejszenie przebodźcowania]
  4. Codziennie praktykuję medytację. Ponieważ to dla mnie ogromne wyzwanie, ustalam czas w pierwszym miesiącu na 6 min, w drugim na 8 min, a w trzecim na 10 min 😛 [medytacja]
  5. Co za dużo, to nie zdrowo. Mam tu na myśli moje skłonności do nadmiernej ekscytacji, które w efekcie mogą prowadzić do totalnego rozedrgania, bezsenności i ogólnie dennego samopoczucia. Ekscytacja będzie na czas trwania eksperymentu limitowana, tzn. jak zobaczę, że się za bardzo nakręcam, to ustalę sobie limit czasowy albo jakiś inny w zależności od okoliczności 😉 [dbanie o balans]  [zmniejszenie przebodźcowania]
  6. Wyciszenie przed snem. W zależności od dnia albo totalne wyciszenie (relaksacja, ćwiczenia qigong itp.) albo spokojny relaks z książką albo nawet film, czy serial, o ile dzień był w miarę spokojny.  [dbanie o balans]  [zmniejszenie przebodźcowania]

Niech będzie tyle – na początek. Szaleństwo, wiem 😛 Proszę się jedynak ze mnie nie śmiać, znam wielu ludzi, którzy są jeszcze „gorszymi” przypadkami, wręcz „beznadziejnymi”. Banalność tych postanowień jedynie świadczy o kondycji dzisiejszych zabieganych czasów.

Żyjemy w czasach wielkiej stymulacji układu sympatycznego. Szybkie tempo, ekscytacja, napięcie – to wszystko mamy podkręcone do maksimum i bez ograniczeń czasowych. Wilk aktywacji jest stale dokarmiany. Parasympatyczny za to śpi, niemodny i zignorowany. A my co robimy? – narzekamy na nadmiar stresu.

Wonder And Ponder

W związku z powyższym każdego z Was zapraszam do przyłączenia się do eksperymentu. Wszystkim powinno to wyjść na zdrowie 😉 Natomiast tych, którym się nie chce ostrzegam: „Omijajcie Wyspę Hula!”.

Hula2
Ilustracja autorstwa Gabriela Rechowicza.
Reklamy

20 thoughts on “Jak wyciszyć umysł? Daj sobie na wstrzymanie ;)

  1. Jeśli skupianie się na oddechu nie pomaga Ci skoncentrować się w trakcie medytacji to polecam wypróbować odvzuwanie tzw. ciała wewnętrznego, o którym pisze Eckhart Tolle – ja odczuwam to „życie” w sobie:) ciepło, energię, drganie komórek, pracę każdego organu i mięśnia, czując w sobie to życie dużo łatwiej jest mi zakotwiczyć się w tu i teraz. Polecam:)

  2. Tekst jak cały blog zrobił na mnie wielkie wrażenie. Wszystko u Ciebie jest takie przejrzyste. Ciepło pozdrawiam i życzę spełniania postanowień 🙂

  3. Z większością rzeczy się zgodzę 🙂 Ale ja np. nie wyobrażam sobie robić czegoś manualnego bez słuchania audiobooka jednocześnie. Bo skupiam inne partie mózgu na każdej czynności 🙂 Tak samo spacer – ze słuchawkami w uszach odpręża mnie bardziej bo odcinam się od ludzi (może dlatego, że spaceruję po mieście – bulwar nadmorski, parki), a tam wszędzie szum samochodów, ludzkich rozmów). I przyznam się – choćbym chciała – nie umiem być tak przez dłuższy czas offline. To pewnie pole do poprawy dla mnie 🙂

  4. Mam problem z odpoczynkiem, od ponad pół roku pracuje jako freelancer w domu i niestety nie potrafię odciąć się od pracy, cały czas po głowie chodzą mi kolejne sprawy zamiast choć jeden dzień w tygodniu odpocząć 😦

  5. Bardzo fajny artykuł. Sam się zastanawiałem ostatnio nad rozpoczęciem medytacji (nie bardzo wiem jak to zrobić). Kilka razy (wieczorem) robiłem ćwiczenia oddechowe (przeponowe), ale bardziej skupiałem się na prawidłowym oddechu niż na poukładaniu myśli.

    A właśnie: czy medytacja polega na odczuwaniu ciała i ducha, czy bardziej na spokojnym (w ciszy) analizowaniu myśli, poukładaniu ich, zaplanowaniu, itp.

    1. To co rozumiemy pod hasłem medytacja to właściwie koncentracja albo jak kto woli mindfulness, czyli skupienie na czymś, np. na odczuwaniu ciała/ducha/danej chwili. Chodzi właśnie o to, aby zrezygnować z myślenia, a raczej nie wciągać się w nie (bo myślenia nie da się wyłączyć), nie analizować poszczególnych myśli, nie oceniać, nie przywiązywać się do nich, ale pozwolić im naturalnie odpływać. Takie let it go 😉 Jak już się uda wytrwać w tym przez te kilka minut, to pierwsze efekty czuć praktycznie od razu – spokój, relaks, wyciszenie, zdystansowanie wobec problemów… A na dalszą metę można się spodziewać wielu innych profitów 🙂 (podobno :P)
      Polecam bardzo fajną książkę nt. medytacji: „Osiem minut medytacji. Spokój umysłu na co dzień” (http://lubimyczytac.pl/ksiazka/244284/osiem-minut-medytacji-spokoj-umyslu-na-co-dzien). Idealna książka o medytacji dla zabieganego Człowieka Zachodu. Konkretnie i na temat. Czytałam ją w zeszłym roku, ale potem porzuciłam codzienną praktykę medytacji i żałuję, bo mój umysł się rozszalał niesamowicie. Teraz jak widać znowu wracam do medytacji.
      W każdym razie grunt to systematyczność 😉 Systematyczność daje nawyk, a nawyk prowadzi do realnych i trwałych zmian w mózgu (pozytywnych, oczywiście).

  6. W dzisiejszych czasach odpoczywanie i skupianie się na czymś konkretnym stało się prawdziwą sztuką i nie lada wyzwaniem – właśnie z uwagi na przytłaczającą wręcz ilość bodźców. Zaniechałam ostatnimi czasy metydowanie, ale Twój wpis przypomniał mi o tym, że warto do tego wrócić i tak też uczynię.

  7. wiele razy próbowałam medytować, skupiać się na oddechu. Przez minutę, dwie góra trzy udawało się a potem – myśli galopowały mi przez głowę i nie umiałam pozwolić im minąć, tylko zaczynały się rozmyślania.

    Ja wiem, że to kwestia praktyki, ale ciągle brakuje mi samozaparcia, bo to trudne. A wiem też, że bardzo potrzebne.
    Dzięki, że mi o tym przypomniałaś !

  8. Rewelacyjny tekst i chętnie przyłączę się do Twojego eksperymentu.
    Co do rozpraszaniem się sprawdzaniem wiadomości , facebooka itp. znalazłam na to sposób.
    Po prostu odłączam się od sieci jak coś robię . Nawet jak piszę na blogu. Wcześniej ewentualnie przygotowuję materiały , zdjęcia itp. następnie odłączam kabel hehe i zabieram się do roboty . Włączyć internet mogę tylko po zakończeniu pracy 🙂 w nagrodę :).
    Trzymam kciuki.

  9. Teraz każdy sporo pracuje, aby do czegoś dojść i nie da się do końca wyciszyć. Technika też w tym nie pomaga, ale postarajmy się w te Święta nie myśleć o pracy. Pozdrawiam 🙂

  10. A ja uwielbiam medytować. Medytuję z Krzyżaniak-Smolińską. Ma swój kanał na Youtube. Najbardziej lubię 15-minutową ,,w pełni obecny”. Medytacja to dla mnie najlepsza forma relaksu. Najbardziej lubię medytować przed snem, po całym dniu, aby pozbyć się ,,śmieci” z umysłu i spokojnie pójść spać 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s