Negatywizm i narzekanie. Panie, jak żyć?

Do prawdy nie wiem jak ludzie mogą żyć zanurzeni po czubki głów w niezmierzonym morzu ogólnie dostępnego (choćby w środkach masowego przekazu) negatywizmu. Nie rozumiem jak mogą tego szukać, napawać się tym i analizować. Słuchając rozmów, np. w autobusach, czy w poczekalni u lekarza odnoszę czasem wrażenie, że żyjemy w jakimś strasznym, szarym świecie, w którym nic już nas dobrego nie czeka. Każdy stara się przekonać drugiego, że to on ma gorzej, wymieniając, niczym litanię, wszystkie złe rzeczy jakie go spotykały i zapewne także spotkają w najbliższej przyszłości.

„Panie, ja tej emerytury to dostanę tyle, co kot napłakał, Panie…!”

„Eee, Panie, nic, Panie, nie dostaniemy, bo ZUS do tego czasu splajtuje.”

„Panowie, czy ZUS splajtuje, czy nie, Panowie tego z pewnością nie dożyjecie! Widzicie, Panowie jaką mamy służbę zdrowia, ja tu dzisiaj czekam już cztery godziny! Cztery godziny już tu siedzę!”

„Nie prawda, Pan dopiero siedzi trzecią godzinę, ja tu już kibluję od czternastej, a wcześniej musiałem jechać dwie godziny! Trzy razy się przesiadałem! I jeszcze stać w autobusie musiałem, bo mnie te smarkacze puścić nie chciały…!”

picjumbo.com_HNCK0309.jpg

Wchodzę na onet. Dzisiaj zadziwiająco spokojnie – na pierwszej stronie głównie polityka.

Niżej można znaleźć szpital, katastrofę ekologiczną, śmierć znanego piosenkarza i aktora oraz upierdliwego księdza na kolędzie. Z boku doniesienia ze świata: masakra cywilów przez Państwo Islamskie oraz ataki na transseksualnych imigrantów.

Informacje pozytywne albo przynajmniej neutralne: najzdrowsza dieta na zimę, recenzja filmu, sposoby na oszczędzanie… chyba tyle.

Miałam jeszcze odwiedzić interię, wp oraz tvn24, ale już po jedynym portalu mi się odechciewa. Odczuwany przeze mnie wcześniej dość wysoki poziom energii wyraźnie spadł. Po co mi to? Niby nic się takiego nie stało, zresztą jest niedziela, ale już po tych kilku negatywnych newsach czuję lekkie podenerwowanie, niesmak, frustrację…? Człowiek niby tylko rzuci okiem, coś mu się obije o ucho, a od razu, może nie do końca uświadomione, rodzi się wrażenie, że z tym światem coś jest jednak nie tak, że coś nam nieustannie zagraża, a do tego otaczają nas kretyni. Nie jest dobrze. Odechciewa się. Jak żyć?

Narzekanie i epatowanie negatywizmem jako usprawiedliwienie. I nie tylko.

Nie idzie Ci w życiu? Masz kiepską pracę, nie udało Ci się uzbierać na wymarzone wakacje, nie możesz wyzdrowieć? To wszystko wina rządu! Wina tego beznadziejnego kraju ( z którego i tak nie wyjadę, bo na świecie jest jeszcze gorzej), wina podłych czasów, zawistnych ludzi, losu i pecha. Wszystkich tylko nie Twoja. Tak jest łatwiej. Nie musisz brać odpowiedzialności za siebie i za swoje życie.

Do tego możesz odreagować, rozerwać się, podzielić się tym wszystkim, co Cię boli z innymi, uzyskać pewne zainteresowanie, być może nawet współczucie. Ach, nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg! Na dodatek możecie wspólnie przygotować się psychicznie na najgorsze… 😉

Ale czy po wszystkim rzeczywiście czujesz ulgę? Czy znalazłeś rozwiązanie swoich problemów? Czy możesz dzięki temu liczyć na poprawę swojej sytuacji?

photo-1444653389962-8149286c578a (1)

„Trzeba być świadomym.”

Wiele osób na wieść o tym, że unikam wiadomości kręci głową z dezaprobatą. „Trzeba wiedzieć co się dzieje, być świadomym” – mówią. Albo: „Nie, my nie narzekamy – to wszystko są fakty, trzeba wiedzieć jak jest, no nie?”

Tylko gdzie jest granica? Ile wiadomości dziennie musiałabym przyswoić, aby „być świadomym”. Czy wystarczy przejrzeć wpisy na którymś z portali internetowych przy porannej kawie? Hm… Chyba powinnam być bardziej na bieżąco – najlepiej słuchać cały dzień w pracy radia, by nie przegapić żadnych nowych informacji z kraju i ze świata. Ale co później, po wyjściu z pracy? Przecież trzeba wiedzieć co się dzieje. W związku z powyższym po powrocie do domu obowiązkowy wieczorny dziennik. Szkoda, że nie mam telewizji 😛 Chyba będę musiała skoczyć do sąsiadów. Przy okazji skomentujemy najnowsze wydarzenia, ponarzekamy – ot tak, żeby się lepiej spało 😉

Tylko co dalej?

No właśnie – i co z tego wynika? Posłuchamy wiadomości, powkurzamy się, ponarzekamy, postraszymy. Super – i co dalej? Ano właśnie nic. Paraliż. Apatia.

Gratis: zwiększone poczucie lęku i przygnębienia, zmniejszona ilość energii życiowej i motywacji.

Pytanie: Ile dobrych, pożądanych rzeczy w tym czasie przegapimy?

Jak napisała Małgosia z „Manufaktury Radości” na swoim blogu, z czym się całkowicie zgadzam – „narzekanie (…) Bicie piany, nic z tego nie wynika. Co innego szukać rozwiązań, a co innego biadolić (…). Działajmy w strefie swojego wpływu, a świat będzie lepszy.”

Snow in the hair

Energia płynie tam, gdzie skupiamy uwagę.

Mówiło o tym już tylu ludzi, że sama nie wiem kogo cytować 😉

Skupiając się na danej rzeczy, obdarzając ją uwagą, niejako zasilasz ją swoją energią, wzmacniasz ją, pozwalasz jej istnieć i rozprzestrzeniasz się. Karmisz ją, a ona rośnie. Dlatego zwróć uwagę w jakie myśli i emocje inwestujesz, na co poświęcasz swój czas. Będziesz miał tego więcej, to zawsze procentuje.

„Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.”

Zastanawiające dla mnie jest to, że ludzie, którzy narzekają na daną rzecz i przedstawiają liczne argumenty na jej poczesne miejsce w swoim życiu, rzeczywiście nie mówią tego wszystkiego bezpodstawnie. Posiadają niezbite dowody  na sens i prawdziwość swoich słów, ale jednocześnie są tak zafiksowani na tym punkcie, że kompletnie zamykają się na inne możliwości. Są o czymś tak głęboko przeświadczeni, że uruchamiają samosprawdzającą się przepowiednię.

Załóżmy, że jakaś kobieta  jest zdradzana przez swojego męża. To niezaprzeczalny fakt, trudno z tym polemizować. Jednakże bardzo znaczące wydaje się też głębokie przekonanie owej kobiety, z którym to szła przez całe swoje życie, a mianowicie, że mężczyźni to świnie i prawie zawsze zdarza im się skok w bok – taką po prostu mają naturę. Argumenty? Jej ojciec zdradził mamę, wszystkie starsze siostry były albo są zdradzane przez swoich chłopaków, a później przez mężów. To samo koleżanki. Ba, ona sama też wcześniej została oszukana przez licealną miłość.

No cóż, trudno dyskutować z tyloma dowodami. A jednak szczególnie znaczący wydaje się fakt, że zanim ostatecznie doszło do małżeńskiej zdrady, kobieta ta żyła w przeświadczeniu o jej nieuchronności, na dowód której miała wiele przesłanek. Ale czy rzeczywiście takie są fakty? A co z całą resztą kobiet, które nigdy nie były, ani nie będą zdradzane? Jest ich zbyt wiele, aby stanowiły wyjątek.

Konkluzje

Nie zawsze mamy kontrolę nad tym, co się wokół nas i z nami dzieje, ale decyzja, co z tym zrobimy, należy do nas. Nie pozbawiajmy się tej odpowiedzialności, nie pozwalajmy odebrać sobie przywileju decydowania o sobie i swoich losach.

Możesz zaakceptować negatywizm w swoim życiu, a nawet wyciągnąć z niego wiele dobrego. Zamiast narzekać, nakręcać się, robić z siebie ofiarę i potęgować uczucie rozpaczy, lęku i frustracji, przełam schemat. Dla odmiany skoncentruj swą uwagę, energię i czas na tym, czego chcesz doświadczać. Bądź wdzięczny, za to, co masz. Nawet jeśli pozornie Twoja trudna sytuacja się nie zmieni (przynajmniej z początku), będziesz zaskoczony rezultatem, ponieważ odmieni się Twój sposób jej postrzegania.

Twoje szczęści zależy od Ciebie, od Twojego nastawienia. Jest Twoim wyborem. To, co nazywasz rzeczywistością istnieje w Twojej głowie.

photo-1445275250520-7475f57cbc5d.jpg

 

Reklamy

4 thoughts on “Negatywizm i narzekanie. Panie, jak żyć?

  1. Myślę, że my – Polacy jesteśmy mistrzami w narzekaniu. „A weź daj spokój..”. A jeśli ktoś ma kiepską pracę, to polecam ją zmienić. Pozdrawiam, Damian 🙂

  2. Myślę, że będzie się to jednak zmieniać. Coraz więcej osób inwestuje w rozwój osobisty, styka się z pojęciem proaktywności. Widzę dobrą zmianę szczególnie wśród kobiet (bo to moje środowisko), które pomimo rządu, zusów, podatków chcą się rozwijać, tworzyć coś własnego. Liczę na młodych, że nie będą żyć i narzekać jak ich dziadkowie i rodzice.

  3. Na mnie „narzekacze” działają jak wampiry energetyczne. Automatycznie mnie męczą gwarantując spadek energii o połowę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s