Kasztanowy zawrót głowy, czyli długa droga z pracy do domu

 

castanha-ajuda-emagrecer

Przydarzyła mi się dziś ciekawa historia.

Wracając do domu zatrzymałam się na chwilę pod biblioteką, aby pozbierać kasztany. Po chwili okazało się jednak, że kasztanów jest pod drzewami jak na lekarstwo, więc nieco rozczarowana wróciłam do roweru. W momencie, kiedy na niego wsiadałam podszedł do mnie sympatyczny starszy Pan i oznajmił, że nie ma kasztanów, bo on je wszystkie zebrał, ale chętnie się ze mną podzieli. Z zaskoczenia ogarnęła mnie nieśmiałość, zaczęłam go więc gorączkowo zapewniać, że nie trzeba itp., on jednak był zdeterminowany, aby mi swoje znaleziska oddać. Dziękując raz za razem, poupychałam wszystko po kieszeniach, po czym się rozstaliśmy.

Ależ to było miłe! Zrobiło mi się niesamowicie ciepło na sercu. Po pierwsze dlatego, że z własnej woli chciał się podzielić znaleziskami, a po drugie – hej! – wygląda na to, że nie jestem jednak taka dziecinna, zbierając obsesyjnie kasztany, przynajmniej nie bardziej niż Pan Emeryt 😉 I nie mówię tego absolutnie w sensie pejoratywnym! – to wspaniałe, że człowiek w każdym wieku potrafi się cieszyć światem i dostrzegać w nim piękno.

Pojechałam dalej, wyjątkowo długą drogą – przez pola i łąki, żeby się nacieszyć takim pięknym, ciepłym wieczorem (zwłaszcza, że to już październik i lada dzień zrobi się chłodno).

W końcu trafiłam na osiedle, na którym kiedyś mieszkałam i tam też zatrzymałam się na chwilę przy innej bibliotece (aha!). Wtedy też, w odległości kilkunastu metrów ode mnie, zauważyłam niewielki kasztanowiec. Pod drzewem stała dziewczynka z mamą i oczywiście szukała kasztanów. I oczywiście tych kasztanów nie było.

I wtedy poczułam – jakie to DZIWNE! – że wszystko zatoczyło koło, że dostałam pod jedną biblioteką kasztany od starszego człowieka, aby w końcu oddać je pod inną biblioteką potrzebującemu dziecku, które właśnie usiadło w kucki na trawie i zaczęło pochlipywać.

Niewiele się zastanawiając, podjechałam do dziewczynki i jej mamy, do których w międzyczasie dołączył dziadek i oddałam im część moich kasztanów. Oddałabym więcej, nawet wszystkie (och, jak to dziecko się cieszyło! – aż skakało!!! :D), ale nie chcieli wziąć.

Taka historia 🙂

Zdjęcie zostało pożyczone ze strony: http://burned-with-desire1.blogspot.com/2012/10/kochany-kochanyleca-z-drzewa-jak.html
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s